Letnią tradycją "Budokanu"
stają się obozy sportowe w okresie wakacyjnym w "kurorcie" POGORZELICA.
Tym razem, w dniach 12 - 25 lipca br. na plażach Pogorzelicy można było zobaczyć
128 karateków z Wrocławia. A przekrój wiekowy uczestników to od 5 lat do ponad
50-ciu (najmłodszy uczestnik - Andrzej Cioska, najstarszy
- opiekujący się najmłodszą grupą - wąsaty Stefan Giliński).
Wszyscy ćwiczyli wytrwale
i dzielnie w swoich grupach (w tym roku było ich cztery). Grupa pierwsza -
najmłodszych - oprócz efektu sportowego zaliczyła przy okazji "szkołę
przetrwania".
Kadrę obozu stanowili : Piotr
Babicz, Krzysztof Wilczyński, Tomasz Samirowski, Bogdan Murawski, Marta Szymczak,
Agnieszka Szumlańska, Sławomir i Stefan Gilińscy.
W obozie uczestniczyły także
ćwiczące mamy - panie: Elżbieta Jaksztas i Joanna Kwolek (z
grupy B. Rybaka). Te uczestniczki obóz będą wspominać szczególnie, pracowały
bardzo ciężko, a zwieńczeniem pracy był pozytywnie zdany egzamin na 8 kyu.
Gratuluję z całego serca.
Ale wróćmy do najmłodszych.
W tej grupie na zajęciach i poza nimi brylowała Karolina Babicz -
jedyna wśród 20 chłopców. Widoczni byli Dawid Sowa "Ćwirek",
Marek Wysoczański, Andrzej Brzeski, Tomek Moliński. Ale wszystkie
maluchy ("bączki" jak swoją grupę określał pieszczotliwie Stefan)
energią i pomysłami zakasowywał Adaś Bencal "Niezniszczalny".
Oprócz treningów czas wolny
wypełniały imprezy: odwiedził nas Janusz Chomątek - demonstrując pokaz żonglerki
piłką, był sztukmistrz, były dwie dyskoteki, ognisko połączone z pieczeniem
kiełbasek, zawody sumo na plaży i był chrzest na karatekę.
Wszyscy neofici opatrzeni
na czołach pieczęcią klubową przystąpili do chrztu, a ta swoista "droga
przez mękę" wiodła od salonu piękności prowadzonego przez A.Szumlańską
i M. Szymczak, przez stanowisko sprawdzające odporność na ból i siłę woli
(tu działał A. Studziński), punkt żywieniowy - prowadzony przez P. Pinisa,
serwujący przysmaki Pogorzelicy i okolic, stację umiejętności sportowych -
egzekwowanych przez T. Samirowskiego i R. Roztropińskiego, aby wreszcie dotrzeć
do finału - bezpośredniego spotkania oko w oko z polskim potomkiem rodu Funakoshi
- shihanem nad shihany - on miał takie trudne nazwisko, że z emocji nie zapisałem,
bo bałem się że mnie też pogonią do chrztu - sprawdzał wiedzę, czasami dał
klapsa . Umorusani, nie zawsze uśmiechnięci neofici biegli żwawo pod prysznic,
wiedząc że tego dnia rodzina Budokanu zaakceptowała ich w swoim gronie. Nawet
obrzędowi temu poddano małżeństwo Stadnikiewiczów (Ula u shihana musiała odrobić
pompki, które odpuściła sobie na zajęciach).Skąd on to wiedział, skoro przybył
na imprezę bezpośrednio z seminarium w Bieszczadach?!
Były też zawody w kata dla
grupy I i II. Rozpisany został konkurs na piosenkę (to domena podopiecznych
Marty, Agnieszki i Bogdana), była premiera hymnu obozowego - tekst di Stefano
wykonanie grupa Boys Bend "Obiboki" z grupy III. Działo się wiele.
Tradycyjnie już, karty księgi pamiątkowej obozu starali się zapełnić M. Bac,
Piotrek Bohater z gronem przyjaciół. Skąd w nich tyle samozaparcia, inwencji
i niepowtarzalności?
Obozową nowością była galeria
rysunku prowadzona przez niestrudzone panie trenerki, a prace, których głównym
tematem był trener Bogdan pokazywały, że ich twórcy znają wszystkie style
w plastyce i nawet... można było w kilku przypadkach znaleźć podobieństwo
do pierwowzoru. A gdyby tak te dzieła wystawić na aukcję? Skądinąd wiem, że
jedna praca zginęła z wystawy, a sprawcą jest prawdopodobnie ten, który pozował
artystom (dzieło było bardzo kolorowe i oddawało nie tylko podobieństwo, ale
to wszystko co drzemie w naszym Prezesie).
Najważniejsze, że wróciliśmy
wszyscy szczęśliwi i zadowoleni do domu. Dzieciaki wpadły w ramiona rodziców,
babć, dziadków i wszystkich, którzy nas witali. Cały obóz przebiegł spokojnie,
bez kontuzji i chorób, czego gratuluję kadrze, uczestnikom i rodzicom.
Serdecznie
pozdrawiam
Wasz Korespondent
P.S.
Tutaj
możecie obejrzeć galerię obozową...
Tutaj możecie
obejrzeć galerię obozową cd...
A tutaj przeczytać hymn obozowy..
| WYDRUKUJ |